Dolina Roztoki i Dolina Pięciu Stawów Polskich

Dolina Roztoki to dolina położona w Tatrach Wysokich, pomiędzy Doliną Rybiego Potoku a Doliną Waksmundzką. Jej dnem szybko płynie potok, nazywany przez wszystkich potokiem Roztoka, to chyba też stąd pochodzi nazwa dla tej doliny. Dodatkowo przy zejściu doliny do Doliny Rybiego Potoku na progach skalnych tworzą się wodospady. I Tak na progu z Doliny Pięciu Stawów Polskich do Doliny Roztoki jest to Siklawa, wysoka, a z Doliny Roztoki do Doliny Rybiego Potoku tworzą się Wodogrzmoty Mickiewicza, które swoją malowniczą urodą zachwycają wciąż kolejne pokolenia Polaków. Generalnie Dolina Roztoki leży między dwiema wielkimi graniami, pierwsza z nich to grań Opalonych, która oddziela ją od Doliny Rybiego Potoku. Po przeciwnej stronie znajduje się Wołoszyn, z którego często schodzą lawiny do Doliny Roztoki. Oddziela ją on od Doliny Waksmundzkiej. Na dnie Doliny Roztoki znajduje się schronisko Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego im. Wincentego Pola. Jest ono bardzo stare i rzadko kto w nim bywa, z racji tego, że trzeba do niego zejść z dół, a potem wejść na górę i nie każdemu się chce to robić.

Górną częścią Doliny Roztoki jest Dolina Pięciu Stawów. Znajduje się ona tak jakby na górze progu skalnego, z którego spływa najwyższy w Tatrach Polskich i nie tylko, bo w Tatrach w ogóle wodospad – Siklawa. Siklawa to kilka większych wodospadów malowniczo łączących się w jeden duży i szumiących romantycznie i radośnie pośród zboczy porośniętych kosodrzewiną. Dodatkowo Siklawa ma ten plus, że jest  mokra. W Dolinie Pięciu Stawów Polskich, jak sama nazwa wskazuje, znajduje się pięć różnych stawów dużych i kilkanaście mniejszych. Dzięki temu dolina widziana z góry stanowi barwną plamę na mapie. Największym stawem w dolinie jest Wielki Staw. Są tam jeszcze Przedni Staw, Zadni Staw, Mały Staw i Czarny Staw. Wszystkie one w nazwie swojej maja także przydomek Polski. Bo przecież w Polsce leżą i w Polsce. W Dolinie Pięciu Stawów Polskich znajduje się schronisko Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego. Jest to schronisko słynące ze swojej gościnności i z tego, że zawsze panuje w nim typowo górska atmosfera wędrówki.

W górach

W stronę „Piątki”

Rozpoczynamy marsz w stronę Morskiego, aby przez Dolinę Roztoki dojść do „Piątki”. Ci, którzy nie raz bywali już w tych stronach wiedzą, że schronisko położone przełęczą Szpiglasową a Orlą Percią jest bardziej znane jako „Piątka” niż „Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów”. Podejście przez Dolinę Roztoki jest podejściem dość ciężkim. Męczy zarówno latem jak i zimą. Latem człowiek naprawdę się napoci, wchodząc pod górę. Zimą może nie jest aż tak gorąco, ale na pewno pocimy się równie mocno. Widok jaki się przed nami roztacza naprawdę zapiera dech w piersiach. Odbiera się go jako jeszcze bardziej zadziwiający zwłaszcza, jeśli w tych stronach nas naprawdę długo nie było. Jest to wówczas powolne odkrywanie Tatr, których na początku z lasu zupełnie nie widać. Wyłaniają się z czubków drzew stopniowo, ale gdy już to nastąpi, nie możemy uwierzyć w widok jaki rozpościera się przed nami. Jeszcze trudniej będzie uwierzyć nam, gdy dojdziemy do „Piątki”, nie mówiąc już o szczytach z Orlej Perci np.: Krzyżne, Granaty.

Lawiny

Pamiętam jeden zimowy wypad. To było dwa lata temu na początku lutego. Śniegu było naprawdę dużo. Zagrożenie lawinowe nie pamiętam którego stopnia, ale w każdym razie niebezpieczny był sam wypad. Człowiek nie zdaje sobie z zagrożenia sprawy dopóki, go nie doświadczy. Tym razem ta zasada sprawdziła się również w moim przypadku i moich koleżanek, które szły razem ze mną. Idąc Doliną Roztoki, nic się nie działo. Nie miałyśmy żadnych problemów i się nie bałyśmy jeszcze. Problemy pojawiły się przy samym podejściu już ostatnim stromym pod górkę przed Piątką. Właściwie była widoczna tylko jedna ścieżka, ktoś utorował jeszcze jedną. Śnieg był na tyle zamarznięty, że odciski butów tworzyły jakby schody. W pewnym momencie usłyszałyśmy huk i myślałyśmy, ze lawina idzie w naszą stronę. Ta, która była pierwsza przeżyła szok na miejscu, bo aż klęknęła. Usłyszałyśmy drugi huk i odwróciłyśmy się. Wówczas przekonałyśmy się, że lawina zeszła, ale na przeciwnym stoku. Strach był jednak ogromny i wtedy dopiero zdałyśmy obie sprawę, jak bardzo to co robimy jest niebezpieczne.