Archiwum kategorii: 'wypadki'

W górach

W stronę „Piątki”

Rozpoczynamy marsz w stronę Morskiego, aby przez Dolinę Roztoki dojść do „Piątki”. Ci, którzy nie raz bywali już w tych stronach wiedzą, że schronisko położone przełęczą Szpiglasową a Orlą Percią jest bardziej znane jako „Piątka” niż „Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów”. Podejście przez Dolinę Roztoki jest podejściem dość ciężkim. Męczy zarówno latem jak i zimą. Latem człowiek naprawdę się napoci, wchodząc pod górę. Zimą może nie jest aż tak gorąco, ale na pewno pocimy się równie mocno. Widok jaki się przed nami roztacza naprawdę zapiera dech w piersiach. Odbiera się go jako jeszcze bardziej zadziwiający zwłaszcza, jeśli w tych stronach nas naprawdę długo nie było. Jest to wówczas powolne odkrywanie Tatr, których na początku z lasu zupełnie nie widać. Wyłaniają się z czubków drzew stopniowo, ale gdy już to nastąpi, nie możemy uwierzyć w widok jaki rozpościera się przed nami. Jeszcze trudniej będzie uwierzyć nam, gdy dojdziemy do „Piątki”, nie mówiąc już o szczytach z Orlej Perci np.: Krzyżne, Granaty.

Lawiny

Pamiętam jeden zimowy wypad. To było dwa lata temu na początku lutego. Śniegu było naprawdę dużo. Zagrożenie lawinowe nie pamiętam którego stopnia, ale w każdym razie niebezpieczny był sam wypad. Człowiek nie zdaje sobie z zagrożenia sprawy dopóki, go nie doświadczy. Tym razem ta zasada sprawdziła się również w moim przypadku i moich koleżanek, które szły razem ze mną. Idąc Doliną Roztoki, nic się nie działo. Nie miałyśmy żadnych problemów i się nie bałyśmy jeszcze. Problemy pojawiły się przy samym podejściu już ostatnim stromym pod górkę przed Piątką. Właściwie była widoczna tylko jedna ścieżka, ktoś utorował jeszcze jedną. Śnieg był na tyle zamarznięty, że odciski butów tworzyły jakby schody. W pewnym momencie usłyszałyśmy huk i myślałyśmy, ze lawina idzie w naszą stronę. Ta, która była pierwsza przeżyła szok na miejscu, bo aż klęknęła. Usłyszałyśmy drugi huk i odwróciłyśmy się. Wówczas przekonałyśmy się, że lawina zeszła, ale na przeciwnym stoku. Strach był jednak ogromny i wtedy dopiero zdałyśmy obie sprawę, jak bardzo to co robimy jest niebezpieczne.

Orla Perć

Orla Perć

Wobec lawiny, która spotkała nas w czasie naszego wypadu na przeciwnym stoku należało odłożyć pójście na Orlą Perć w tak dużym śniegu. Zrezygnowałyśmy z nich prawie natychmiastowo, choć śmiałkowie udający się na ten szlak oczywiście się znaleźli. Miałyśmy ich przyjemność poznać, gdy doszłyśmy do Piątki. Wybierali się na Orlą następnego dnia po naszym przyjściu, były to osoby nieliczne, ale jednak. Choć w dzień naszego pojawienia się w schronisku poznałyśmy innych miłośników górskich wspinaczek, którzy szli od strony Morskiego Oka przez Szpiglasową i na przełęczy zlecieli z lawiną i stracili czekany, a aparaty próbowali jakoś ocucić w schronisku jednak bezskutecznie. Ta ich opowieść utwierdziła nas, że o marzeniach wypadu w stronę Orlej w takich warunkach musimy zapomnieć i to była dobra decyzja. Przynajmniej miałyśmy więcej nadziei, że wrócimy całe i zdrowe. Ten wypad zimowy muszę jednak zaliczyć do bardziej hardcorowych, z pewnością ktoś w adidaskach nie doszedłby nawet do skrzyżowania, na którym odbija się do Dolina Roztoki.

Schronisko

Piątka jako schronisko jest jednym z bardziej znanych. Tutaj przychodzą szczególnie w nietypowych porach ci, którzy szczególnie ukochali Tatry, nie przypadkowi turyści w adidasach, ale prawdziwi zapaleńcy w trekach. Latem można spotkać tutaj tłumy turystów, którzy naprawdę nie widzą co to góry. Często pojawiają się tutaj grupy dzieci i młodzieży, które niejako zostały przymuszone do wyjścia w góry. Duża ich ilość pojawia się tutaj przypadkowo. Stąd tłum, który napływa do Piątki, ale nie jest to grono klimatyczne. Klimat tworzą górscy ludzie, którzy ledwo uszli z życiem podczas zejścia lawiny na Szpiglasowej albo Ci, którzy od 4 rano pokonują szczyty całej Orlej Perci, by do zmierzchu dojść do Piątki i podzielić się swoimi wrażeniami z innymi, którzy przybyli do Piątki. Gdy siada się przy jednym stole i pije herbatę lub gorący kubek z takimi osobami od razu doświadcza się innej kultury. To ludzie, których w życiu główna siłą napędową jest pasja, a to jeden z piękniejszych darów, które możemy traktować jako biblijne talenty.

W Tatrach…

Jeziora w Tatrach

Do najpiękniejszych miejsc w Tatrach należą jeziora położone wysoko w górach. Do najpiękniejszego należy jezioro Morskie Oko. Jest ono celem wielu wycieczek turystycznych. Większość ludzi w Polsce może pochwalić się zdjęciem z tego miejsca. Jeziora te są bardzo czyste, ze względu na bliskość źródeł w których zaczyna swój bieg wiele rzek. Kiedy spojrzymy ta taflę jeziora bez problemu wyparzymy kamieniste dno, który widać przez przejrzystą wodę. Najpiękniejsze skupisko takich jezior jest w Dolinie Pięciu Stawów, gdzie, jak sama nazwa wskazuje jest położonych obok siepie pięć jezior. Na końcu doliny jest schronisko w którym można spędzić noc po męczącej wędrówce. Dolina Pięciu Stawów widziana ze szczytów lub przełączy, takiej jak choćby Zawrat, wygląda przepięknie. Jeziora nadają górą więcej życia. Niestety woda w takich miejscach jest bardzo zimna, a kąpiel nawet dla chcących spróbować jest zakazana. Jeziora te ze względy na swoje wysokie położenie są bardzo atrakcyjną ciekawostką dla turystów.

Wypadki w Tatrach

Niestety góry ze względu na swoją wysokość są miejscem w którym niekiedy dochodzi do wypadków. Niedoświadczeni lub zbyt odważni turyści popełniają błędy podczas wspinaczek, które kończą się w najlepszym wypadku zranieniem, a w najgorszym śmiercią. Po to żeby pomagać takim turystą zostało założone Tatrzańskie Pogotowie Ratunkowe, w skrócie GOPR. Jest to jednostka wyposażona w specjalistyczny sprzęt wspinaczkowy, oraz helikopter który w szybkim czasie dociera do najtrudniejszym miejsc w górach. Zazwyczaj spuszcza na linach ratowników, którzy docierają do poszkodowanego niosąc mu pomoc. Ratownicy często organizują szkolenia, które pozwalają im pracować na najwyższym poziomie, czyli szybko i sprawnie. Czasem ratownicy muszą zejść w dolne partie szczytów już tylko po ciało, ponieważ upadek w wielkiej wysokości zazwyczaj kończy się śmiercią. Wszystko zależy od wyobraźni turysty. Jeżeli dobrze przemyśli on swoją wyprawę, to niebezpieczeństwo może zostać zminimalizowane do minimum, choć nigdy do zera.