Archiwum: Lipiec, 2010

Przygotowania

Przygotowania do wyprawy

Przed wyprawą w góry zwłaszcza takie jak Wysokie Tatry należy pamiętać o kilku ważnych kwestiach. W zależności od pory roku jakiej się wybieramy nasz ekwipunek się zmienia. Latem powinniśmy pamiętać przed wszystkim, aby zabrać ze sobą minimum ubrań i tylko podstawowe przedmioty pomagające we wspinaczce, bo ważnym elementem w naszym plecaku powinien być duży zapas wody, aby nasz organizm zbytnio się nie odwodnił. Niepotrzebne jest zatem taszczenie grubszego ręcznika, odpada już zupełnie opcja kilku ręczników. Warto zatem zastąpić normalny frotowy ręcznik małą ściereczką do podłogi, oczywiście nową, która bardzo szybko wchłania i odparowuje wodę, tak iż szybko taka ściereczka schnie, a najważniejsze, że jest bardzo mała, poręczna i tym samym nie zajmuje w naszym plecaku dużo miejsca. Zimą natomiast pakujemy się w inny sposób. Podstawą powinny być ciepłe spodnie, najlepsze narciarskie, które oczywiście od razu zakładamy, zanim nie są zbędnym balastem w naszym ekwipunku.

Pakowanie plecaka

Najlepszą pojemnością dla plecaka jaki ze sobą zabieramy na kilka dni w Tatry jest 35 litrów. Dobrym plecakiem jest plecak wąski, z takim bez problemu przeciśniemy się w każdej skalnej szczelinie, a to dość ważne przy wspinaczce. Taka pojemność jest odpowiednim i optymalnym ciężarem i obciążeniem dla naszych pleców przy wspinaczce po górskich łańcucha, których szczególnie na Orlej Perci niemało. Dobrze pakować plecak tak, aby wykorzystywać każdą pustą przestrzeń, zatem lepiej nie w takich dziurach w naszym plecaku upychać skarpety lub bieliznę czy przedmioty takiego typu, których forma łatwo ulega kondensacji. Często wydaje nam się, że małe dziury muszą zostać, nic natomiast bardziej mylnego, warto na przykład wciskać do plecaka choćby łyżeczkę. Gdy pakujemy kubek, nie zostawiamy go pustym, a koniecznie coś do niego wkładamy, najlepiej kilka herbat z cukrem lub coś, co może łatwo ulec zniszczeniu. Należy pamiętać, aby dokumenty i wszelkie ważniejsze przedmioty mieć pod ręką, zatem w kominie plecaka lub w saszetce na pasie biodrowym.

Przed wyjściem w góry

Dojazd do Zakopanego

Najlepszym połączeniem do Zakopanego mógłby wydawać się pociąg. Kolokwialnie mówiąc, nie warto pchać się w ten środek transportu. Zazwyczaj pociągi relacji na Zakopane są naprawdę bardzo dużo opóźnione, nie warto zatem tracić niepotrzebnie czas i nerwy, który można wykorzystać na wspinaczkę. Dobrym rozwiązaniem jest dostanie się do Krakowa, jeśli jedziemy z północnej lub północno – wschodniej części Polski. Problem rozwiązuje się sam, gdy jesteśmy studentami z Krakowa. Dobrym wyjściem jest wybranie autobusu lub busa, cena takiego środka transportu wynosi około siedemnaście złotych, co na kieszeń studencką może nie jest zawrotna ceną, ale jeśli student może zaoszczędzić, to zaoszczędza. Wybiera zatem opcję – stop, który jest raczej niezawodny z Krakowa. Wystarczy stanąć w odpowiednim miejscu na Zakopiance i już po chwili z pewnością jakiś kierowca się zatrzyma i na pewno podrzuci nas do centrum Zakopanego. Dosłowną chwilę należy czekać na samochód z Zakopanego, tutaj kierowcy zatrzymują się naprawdę bardzo chętnie dla górskich ludzi.

Plan górskiego wypadu

Warto rozplanować odpowiednio nasz wypad. Jeśli jest on kilkudniowy nie warto tracić czasu niepotrzebnie, należy zatem od razu przystąpić do marszu. Po przyjeździe od razu łapiemy z dworca autobusowego jakiegoś busa, który jedzie w stronę Morskiego Oka. Busów jadących w tym kierunku jest naprawdę dużo, ze stopem mogą być już natomiast większe problemy ze względu na turystyczność miejsca i Zakopiańczyków, którzy chcąc zarobić, napadają od razu na ciebie i obrzucają stertami noclegowymi propozycjami. Szybko naprawdę należy z dworca uciekać. Gdy dojedziemy już na parking, który jest przy trasie na Morskie Oko, zdejmujemy na chwilę plecaki, odpoczywały chwilę, łapiemy głęboki wdech i ruszamy, w poszukiwaniu przygód, licząc z pewnością na szereg kolejnych doznań. Niniejszy artykuł dedykuję wszystkim, którzy nie pocinają w adidaskach tylko do Morskiego, ale miłośnikom, którzy uwielbiają się napocić, by poczuć bardzo wysokogórski wiatr lub nic nie zobaczyć przez częstą mgłę pojawiającą się w tym ryglu na wysokości ok. dwóch tysięcy metrów nad poziomem morza.

W górach

W stronę „Piątki”

Rozpoczynamy marsz w stronę Morskiego, aby przez Dolinę Roztoki dojść do „Piątki”. Ci, którzy nie raz bywali już w tych stronach wiedzą, że schronisko położone przełęczą Szpiglasową a Orlą Percią jest bardziej znane jako „Piątka” niż „Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów”. Podejście przez Dolinę Roztoki jest podejściem dość ciężkim. Męczy zarówno latem jak i zimą. Latem człowiek naprawdę się napoci, wchodząc pod górę. Zimą może nie jest aż tak gorąco, ale na pewno pocimy się równie mocno. Widok jaki się przed nami roztacza naprawdę zapiera dech w piersiach. Odbiera się go jako jeszcze bardziej zadziwiający zwłaszcza, jeśli w tych stronach nas naprawdę długo nie było. Jest to wówczas powolne odkrywanie Tatr, których na początku z lasu zupełnie nie widać. Wyłaniają się z czubków drzew stopniowo, ale gdy już to nastąpi, nie możemy uwierzyć w widok jaki rozpościera się przed nami. Jeszcze trudniej będzie uwierzyć nam, gdy dojdziemy do „Piątki”, nie mówiąc już o szczytach z Orlej Perci np.: Krzyżne, Granaty.

Lawiny

Pamiętam jeden zimowy wypad. To było dwa lata temu na początku lutego. Śniegu było naprawdę dużo. Zagrożenie lawinowe nie pamiętam którego stopnia, ale w każdym razie niebezpieczny był sam wypad. Człowiek nie zdaje sobie z zagrożenia sprawy dopóki, go nie doświadczy. Tym razem ta zasada sprawdziła się również w moim przypadku i moich koleżanek, które szły razem ze mną. Idąc Doliną Roztoki, nic się nie działo. Nie miałyśmy żadnych problemów i się nie bałyśmy jeszcze. Problemy pojawiły się przy samym podejściu już ostatnim stromym pod górkę przed Piątką. Właściwie była widoczna tylko jedna ścieżka, ktoś utorował jeszcze jedną. Śnieg był na tyle zamarznięty, że odciski butów tworzyły jakby schody. W pewnym momencie usłyszałyśmy huk i myślałyśmy, ze lawina idzie w naszą stronę. Ta, która była pierwsza przeżyła szok na miejscu, bo aż klęknęła. Usłyszałyśmy drugi huk i odwróciłyśmy się. Wówczas przekonałyśmy się, że lawina zeszła, ale na przeciwnym stoku. Strach był jednak ogromny i wtedy dopiero zdałyśmy obie sprawę, jak bardzo to co robimy jest niebezpieczne.

Orla Perć

Orla Perć

Wobec lawiny, która spotkała nas w czasie naszego wypadu na przeciwnym stoku należało odłożyć pójście na Orlą Perć w tak dużym śniegu. Zrezygnowałyśmy z nich prawie natychmiastowo, choć śmiałkowie udający się na ten szlak oczywiście się znaleźli. Miałyśmy ich przyjemność poznać, gdy doszłyśmy do Piątki. Wybierali się na Orlą następnego dnia po naszym przyjściu, były to osoby nieliczne, ale jednak. Choć w dzień naszego pojawienia się w schronisku poznałyśmy innych miłośników górskich wspinaczek, którzy szli od strony Morskiego Oka przez Szpiglasową i na przełęczy zlecieli z lawiną i stracili czekany, a aparaty próbowali jakoś ocucić w schronisku jednak bezskutecznie. Ta ich opowieść utwierdziła nas, że o marzeniach wypadu w stronę Orlej w takich warunkach musimy zapomnieć i to była dobra decyzja. Przynajmniej miałyśmy więcej nadziei, że wrócimy całe i zdrowe. Ten wypad zimowy muszę jednak zaliczyć do bardziej hardcorowych, z pewnością ktoś w adidaskach nie doszedłby nawet do skrzyżowania, na którym odbija się do Dolina Roztoki.

Schronisko

Piątka jako schronisko jest jednym z bardziej znanych. Tutaj przychodzą szczególnie w nietypowych porach ci, którzy szczególnie ukochali Tatry, nie przypadkowi turyści w adidasach, ale prawdziwi zapaleńcy w trekach. Latem można spotkać tutaj tłumy turystów, którzy naprawdę nie widzą co to góry. Często pojawiają się tutaj grupy dzieci i młodzieży, które niejako zostały przymuszone do wyjścia w góry. Duża ich ilość pojawia się tutaj przypadkowo. Stąd tłum, który napływa do Piątki, ale nie jest to grono klimatyczne. Klimat tworzą górscy ludzie, którzy ledwo uszli z życiem podczas zejścia lawiny na Szpiglasowej albo Ci, którzy od 4 rano pokonują szczyty całej Orlej Perci, by do zmierzchu dojść do Piątki i podzielić się swoimi wrażeniami z innymi, którzy przybyli do Piątki. Gdy siada się przy jednym stole i pije herbatę lub gorący kubek z takimi osobami od razu doświadcza się innej kultury. To ludzie, których w życiu główna siłą napędową jest pasja, a to jeden z piękniejszych darów, które możemy traktować jako biblijne talenty.